10 lutego – pamięć, której nie wolno wygnać


Klub Gazety Polskiej Tychy |
180

10 lutego


Treść

Są daty, które nie należą wyłącznie do kart kalendarza. Są daty, które należą do sumienia narodu. 10 lutego jest jedną z takich dat. To dzień szczególnej pamięci o Polakach przymusowo deportowanych na Syberię i do północnych obwodów Związku Sowieckiego – dzień, w którym historia Rzeczypospolitej została brutalnie wyrwana z domów, rodzinnych stołów i codziennego porządku życia.

O świcie 10 lutego 1940 roku rozpoczął się pierwszy akt masowej zbrodni nazwanej cynicznie „przesiedleniem”. W rzeczywistości była to zaplanowana operacja eksterminacyjna, wymierzona w polskie elity i fundamenty społeczne II Rzeczypospolitej. Ponad 220 tysięcy ludzi – sędziów, prokuratorów, policjantów, urzędników, nauczycieli, leśników, osadników wojskowych i ich rodzin – zostało wyrwanych ze swoich domów i rzuconych w nieludzką przestrzeń Syberii, Archangielska, Kraju Krasnojarskiego, Komi czy Kazachstanu. Łącznie zesłano około 1,35 miliona Polaków.

Sowiecka okupacja ziem wschodnich po 17 września 1939 roku, objęła obszar zamieszkany przez 13 milionów ludzi, w tym około 5 milionów Polaków. Od pierwszych tygodni była ona realizacją jasno określonego planu: zniszczyć polską świadomość narodową, rozbić wspólnotę i pozbawić naród jego elit. Deportacje, organizowane przez NKWD, były jednym z narzędzi tej strategii – równie skutecznym jak Katyń, Intelligenzaktion czy akcja AB.

Scenariusz był zawsze podobny. Brutalne wtargnięcie do domów, profanacja symboli religijnych, rabunek, przemoc. Często bez prawa zabrania żywności czy ciepłej odzieży. Następnie transport saniami lub ciężarówkami do stacji kolejowych i wielotygodniowa podróż w bydlęcych wagonach, w których upychano po kilkadziesiąt osób. Głód, mróz, choroby i śmierć towarzyszyły zesłańcom już w drodze.

Na miejscu czekały prowizoryczne baraki, czterdziestostopniowe mrozy i katorżnicza praca ponad ludzkie siły. Szacuje się, że w ciągu zaledwie dwóch lat śmierć poniosło od 100 do 320 tysięcy deportowanych. Oficjalne raporty NKWD – jak to w sowieckiej praktyce – zaniżały te liczby. Prawda była i jest znacznie bardziej dramatyczna.

Jednak dramat Sybiraków nie zakończył się wraz z opuszczeniem „nieludzkiej ziemi”. Dla wielu z nich prawdziwa tragedia rozpoczęła się dopiero po wojnie. Powrót do „nowej” Polski nie oznaczał wolności, lecz kolejne upokorzenie. Ci, którzy przeżyli zesłanie, często spotykali się z nieufnością, podejrzliwością, a nawet wrogością ze strony władz komunistycznych. Byli traktowani jako „element niepewny”, ludzie zbyt niezależni, zbyt świadomi, zbyt polscy.

W PRL ich losy były przemilczane, relacje cenzurowane, a pamięć systemowo wypierana. Sybiracy nie pasowali do oficjalnej narracji „bratniej przyjaźni” z ZSRR. Wielu z nich nie odzyskało majątku, nie otrzymało zadośćuczynienia, a ich cierpienie przez dekady pozostawało niewygodnym tematem. Inni nie wrócili w ogóle – rozproszyli się po świecie, budując polską diasporę w Wielkiej Brytanii, Stanach Zjednoczonych czy Australii.

Zesłania przyniosły Polsce straty demograficzne, kulturowe i moralne, których skutki odczuwamy do dziś. Uderzenie w inteligencję i elity narodowe było ciosem w samo serce państwa. Historia uczy, że zarówno Rosja, jak i Niemcy – odwieczni wrogowie polskości – doskonale rozumiały, iż siłą Polski jest jej społeczeństwo, kompetencje, pracowitość,   przedsiębiorczość i zdolność do szybkiego rozwoju. Przekazywane dziedzictwo historyczne, tradycja , kultura, wiara w Boga i miłość do Ojczyzny nie zanikły nawet przez okres ponad stuletnich zaborów. Dlatego zawsze pierwszym celem była polska elita.

Dziś, gdy żyjących świadków Sybiru jest coraz mniej, odpowiedzialność za pamięć spoczywa na nas. Potrzebni są ludzie i środowiska, które nie pozwolą, by ta historia została zrelatywizowana, zapomniana lub zniekształcona. Pamięć nie jest bowiem aktem przeszłości, lecz zobowiązaniem wobec przyszłości.

Dlatego 10 lutego, o godzinie 8 rano, członkowie Klubu „Gazety Polskiej”  w Tychach złożą kwiaty i zapalą znicze na Rondzie Sybiraków, na skrzyżowaniu ulic Sikorskiego i Armii Krajowej. Ten skromny gest pamięci trwa od wielu lat, bo  naród, który pamięta o swoich zesłańcach, nie da się już tak łatwo wygnać z własnej historii.

Janusz Jabłoński