W ubiegły wtorek rząd Wielkiej Brytanii wprowadził zakaz sprowadzania produktów mięsnych i nabiału z Niemiec. Przyczyną jest bardzo zakaźna forma pryszczycy wykryta w hodowlach położonych za zachodnią granicą Polski. Działania rządu Wielkiej Brytanii, polegające na wstrzymaniu importu mięsa świń, owiec, bydła oraz nabiału z Niemiec, a także zakaz sprowadzania żywych zwierząt, mają charakter prewencyjny. Główny lekarz weterynarii Wielkiej Brytanii, dr Amy Beckett, stwierdziła, że pryszczyca to „niszczycielska choroba” oraz że „czujność i przestrzeganie” zasad bezpieczeństwa biologicznego są „kluczowe dla zapobiegania rozprzestrzenianiu się tej wyniszczającej choroby”. Choć choroba nie stanowi „żadnego ryzyka” dla zdrowia ludzi, jest „wysoce zaraźliwa dla zwierząt parzystokopytnych, takich jak świnie, owce i bydło, i może prowadzić do znacznych strat ekonomicznych” – dodała dr Amy Beckett. (Źródło: BBC)
Sytuacja wydaje się bardzo poważna, dlatego warto zadać pytanie o kondycję polskiego rynku spożywczego oraz o gigantyczne zagrożenie dla rodzimych hodowli. Polski rynek spożywczy jest w dużym stopniu zdominowany przez niemieckie produkty, a znaczna część sektora mlecznego należy do niemieckich koncernów spożywczych.
Na ile możemy być pewni, że popularne na półkach sklepowych produkty niemieckich marek – jogurty, serki czy śmietana – rzeczywiście powstają z polskiego mleka? Warto się zastanowić, czy zakłady należące do niemieckich koncernów wykorzystują surowce od polskich dostawców. Skąd możemy wiedzieć, że popularne śledzie w śmietanie znanej niemieckiej firmy zawierają śmietanę z polskiego mleka?
Kupując mięso na wagę, często nie mamy informacji o jego pochodzeniu. To ogromne ryzyko dla naszego rynku, płynące zza zachodniej granicy. Europa wkrótce może zostać zalana tanim mięsem. Czy jednak takie mięso chcemy kupować?
„Konkretne” działania polskiego rządu, wprowadzone 11 stycznia (dzień po tym, jak powzięto informacje o zagrożeniu), ograniczyły się do kontroli transportów zwierząt na granicach oraz powołania sztabu kryzysowego. Na ile takie kontrole są skuteczne i czy za ich pomocą można prostymi metodami wykluczyć obecność choroby? Pozostawiam to pytanie osobistej ocenie czytelników.
Moim zdaniem konieczne jest natychmiastowe porzucenie zasady koncentrowania się na interesach niemieckich i całkowite wstrzymanie importu produktów spożywczych z Niemiec objętych ryzykiem. Taki ruch zmusiłby zakłady znajdujące się w Polsce, niezależnie od ich powiązań kapitałowych, do korzystania z polskich, bezpiecznych źródeł surowcowych.
Jesteśmy znacznie bardziej zagrożeni niż Wielka Brytania i należałoby oczekiwać od polskiego rządu skutecznych reakcji na zagrożenie. Należałoby! Sprawa „pryszczycy” to sprawa, której konsekwencje poniesiemy wszyscy – od polskich producentów po konsumentów. Mocno boję się, że będziemy jedli byle jak i byle co. Wszyscy na tym stracimy, a tylko nieudolna władza zostanie nagrodzona jakimś unijnym i społecznie nieistotnym grantem.
Tak wygląda „wspólnotowa” rzeczywistość. Przepływ produktów spożywczych na europejskim rynku, pomimo zagrożenia, nie został znacząco zakłócony. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że w imię „solidarności europejskiej” społeczeństwo i gospodarka polska otrzyma jako „grant”… pryszczycę. Mechanizmy rynkowe prawdopodobnie zadziałają w sposób polegający na obniżkach cen, a na europejskim, a więc i naszym rynku, mogą pojawić się duże ilości mięsa z importu, co dobije polskich producentów. Wystarczy spojrzeć historycznie wstecz, aby ocenić postępowanie unijnych struktur w przypadkach BSE (choroba szalonych krów). Źródłem choroby była wtedy właśnie Wielka Brytania, ale choroba rozprzestrzeniła się po całej Europie i właściwie świecie, ponieważ jej przypadki wystąpiły również w Stanach Zjednoczonych. Tamta sprawa pokazała słabość działania i nieskuteczność europejskich struktur wobec podobnych zagrożeń. Działo się tak pomimo tego, że choroba szalonych krów była znacznie groźniejszą i zagrażającą również ludziom chorobą.
Na szczęście pryszczyca nie niesie bezpośredniego zagrożenia dla ludzi, za to jej skutki mogą być poważne gospodarczo i społecznie. Mamy zatem bezwzględne prawo oczekiwania od polskiego rządu zdecydowanych działań, ponieważ ich podjęcie jest obowiązkiem, a unijna odpowiedzialność zbiorowa jest właściwie tylko – dla idiotów.
Janusz Jabłoński