Leapmotor B10 - kto straci , a kto zyska ?


Janusz Jabłoński |
110

fabryka


Treść

          Podczas głosowania w Radzie Europy 4 października 2024 roku, za sprawą między innymi rządu Donalda Tuska, wprowadzono cła zaporowe na samochody elektryczne importowane z Chin. Efektem biznesowo-politycznym tego działania jest wycofanie się chińskich inwestorów z projektu w tyskiej fabryce samochodów oraz utrata kontraktu na produkcję elektrycznego modelu Leapmotor B10.

         Samochód ten najprawdopodobniej będzie teraz produkowany w niemieckim Eisenach, a inne inwestycje związane z projektami motoryzacyjnymi zostaną przeniesione na Węgry. Niemcy w tej sprawie zręcznie zagłosowali przeciwko wprowadzeniu ceł, co sugeruje, że ich stanowisko było elementem przemyślanej strategii. Na wprowadzeniu tych sięgających nawet 35% ceł zyska przede wszystkim niemiecki rynek motoryzacyjny.

Niemcy odnieśli szereg następujących korzyści:

  1. Ochronę swojego rynku motoryzacyjnego dzięki wysokim cłom ograniczającym import samochodów z Chin.

  2. Przejęcie kontraktu na produkcję nowego modelu samochodu na swoim terenie.

  3. Osłabienie konkurenta na rynku motoryzacyjnym – fabryki FCA w Tychach, która w wyniku działań polskiego rządu znalazła się w trudnej sytuacji.

         Działania polskiego rządu, który w tej sprawie reprezentuje przede wszystkim niemieckie interesy gospodarcze, powinny wywoływać oburzenie. Jednak sprawa ta „ginie” wśród innych, równie katastrofalnych dla polskiej gospodarki decyzji tego rządu. Jesteśmy świadkami systematycznego niszczenia polskiej gospodarki, przemysłu i biznesu. Sztandarowymi przykładami są likwidacja terminalu zbożowego w Szczecinie, problemy PKP Cargo oraz trudna sytuacja Poczty Polskiej. Planowana jest również likwidacja i sprzedaż kolejnych kopalń. Obecnie skutki tych działań nie są jeszcze w pełni odczuwalne, ale przyszłość naszego miasta i regionu rysuje się w czarnych barwach.

         Działalność tyskiej fabryki FCA Poland to nie tylko kilka tysięcy miejsc pracy w samej fabryce, ale także kilkanaście tysięcy miejsc pracy w powiązanych spółkach i firmach współpracujących. Wkrótce liczba bezrobotnych zacznie rosnąć, a wraz z nią obciążenia finansowe budżetu państwa. To polityka prowadząca do katastrofy!

         Każdy zatrudniony w przemyśle i biznesie – od pracownika fizycznego, poprzez brygadzistę, po dyrektora firmy – wie, jak istotne są nowe projekty i kontrakty. Ich brak oznacza „zwijanie biznesu”, co w konsekwencji prowadzi do zapaści w wielu aspektach naszego życia. W gospodarce obowiązuje przecież zasada naczyń połączonych. Dostrzeganie tej zależności nie jest trudne, dlatego potrzebna jest autorefleksja w kontekście naszych osobistych wyborów.

         Działania polskiego rządu w sferze gospodarki i ekonomii, w porównaniu z poprzednikami, można by określić jako „Himalaje niekompetencji”. Jednak jest to ocena pozorna. Tych działań nie można już tłumaczyć zwykłą niekompetencją rządzących. Moim zdaniem są to świadome posunięcia na rzecz interesów gospodarczych Niemiec. Czy w takim razie możemy mówić o „polskim rządzie”? I czy możemy wciąż mówić, że żyjemy w „demokracji”?

         Innym aspektem, już na poziomie „europejskiej demokracji”, jest sposób i metody głosowania w Radzie Europy. W opisanym wyżej głosowaniu 10 państw, w tym Polska, opowiedziało się „za” wprowadzeniem ceł. Przeciwnych temu rozwiązaniu było 5 krajów, w tym Niemcy, natomiast 12 państw wstrzymało się od głosowania – najwyraźniej nie chcąc zabierać głosu w sprawie interesu innych lub będąc niezdecydowanymi co do słuszności proponowanych rozwiązań. Jednak głosy wstrzymujące się uznano za głosy „za”, co w rezultacie doprowadziło do przegłosowania ceł. Gdyby trzymano się zasady „kwalifikowanej większości”, czyli wymagającej przynajmniej przekroczenia połowy głosów „za” (14 głosów), decyzja o wprowadzeniu ceł nie zostałaby podjęta. Tymczasem wystarczyło zaledwie 10 głosów, co stanowi prawdziwą farsę z demokracji na poziomie europejskim.

Zamiar wprowadzenia wspomnianego rozwiązania był zatem wyraźny. Kto miał „motyw” i jak na tym zyskali Niemcy – opisano powyżej.

        Pracownicy tyskiej fabryki to zespół wyjątkowych specjalistów, którzy zdobyli wieloletnie doświadczenie, pracując nad licznymi modelami samochodów marki FIAT. Ich znajomość procedur jakościowych, procesów produkcyjnych, a także umiejętność współdziałania w zintegrowanych systemach zarządzania sprawia, że są nieocenionym atutem, stanowiącym fundament sukcesu i dobrej pozycji zakładu. Dzięki swojej kompetencji i wypracowanym umiejętnościom załoga tyskiej fabryki stała się z biegiem lat poważnym konkurentem na rynku motoryzacyjnym. Szczególna jest tutaj rywalizacja z niemieckim przemysłem samochodowym. To doświadczenie nie tylko pozwala tyskiej fabryce utrzymać się na wysokiej pozycji, ale także daje ogromny potencjał rozwojowy, co czyni zakład jednym z kluczowych graczy w branży.

        Doświadczenie i kompetencje personelu w fabrykach branży automotive to wcale nie taki standard. Przy ciągłej presji cenowej i cięciu kosztów wiele fabryk bazuje często na tymczasowym i znacznie mniej kompetentnym personelu, a to z kolei nie przekłada się na dobrą jakość produktów. W tyskiej fabryce pracownicy na liniach produkcyjnych to w zdecydowanej większości doświadczony i wyszkolony personel. Szkoda więc tego utraconego kontraktu na produkcję crossovera Leapmotor B10, mającego szansę podbić światowe rynki.

        Podsumowując, na całej sprawie – poza Niemcami – mogą stracić wszyscy, również Chińczycy, których samochody stały się mniej konkurencyjne, a szanse na światowy sukces B10 znacznie zmalały. Straci nasz region, mieszkańcy i powiązani z motoryzacją pracownicy. Stracą na tym również państwowe relacje polsko-chińskie - jakby kolejny wróg był nam potrzebny.

Janusz Jabłoński